piątek, 30 stycznia 2015

Gwiazdkę mam i ja!

Tak sobie szperam po różnych blogach i co rusz rzuca mi się w oczy gwiazdka z drewna. Już jakiś czas temu myślałam, żeby sobie taką wdzięczną dekorację sprawić i... mam! :)


Byłam dziś w Pepco i wypatrzyłam: śliczna, malowana na biało - no cudo! I to przecenione - dałam 12,99 :D Ma nawet miejsce na świeczki gdyby ktoś chciał...
Zobaczcie, jak ładnie wygląda:



W ramce pojawił się nowy tekst, który zastąpił przeterminowane już świąteczne hasło. Świeczniki na t-lighty kupiłam na przecenie w H&M za całe 2 złote!
(Tak w ogóle to w tym roku udało mi się kupić parę fajnych rzeczy w H&M Home w iście szałowych cenach, ale o nich innym razem)



Teraz szukam miejsca dla moich dekoracji. Plan był taki, że trafią do sypialni, ale parapet chyba trochę zbyt wąski :-/



Chyba w poniedziałek znów uderzę do Pepco, bo wypatrzyłam fajne czarno-białe drewniane pudełeczka i sama nie wiem, czemu nie wzięłam od razu... (?)


Pozdrawiam Was ciepło! Zuza.

środa, 28 stycznia 2015

Dla lubiących jeść, ale niekoniecznie lubiących gotować: proste, szybkie, smaczne, zdrowe danie jedno- (i pół) garnkowe

Witajcie!
Dzisiejszy post będzie od kuchni. Nie!, nie pokażę Wam jak ją urządziłam. Za to dam Wam przepis, za który na 100% będziecie mi wdzięczne, jak już wypróbujecie :)
Danie nie ma nazwy (no, Zośka nazywa to "chiński ryż" bo w pierwotnej wersji (przed 263 modyfikacjami) wzorowane było na "chińczyku") Lubię takie przepisy - łatwe, szybkie i przyjemne (szczególnie po weekendzie, kiedy to stałam pół dnia w kuchni nad 5 garnkami, patelnią i stertą brudnych naczyń, usiłując zrobić kaczkę z pieczonymi ziemniaczkami, sosem żurawinowym i modrą kapustą i byłam już bliska tego, by samej włożyć głowę do piekarnika... ;p )


Dlaczego jest to wg mnie danie idealne?
#1 Jest PROSTE - żaden ze mnie Master Chef, ale to potrafię zrobić bez problemu :)
#2 Jest SZYBKIE - spokojnie uwiniecie się w pół godziny, a jeśli warzywa nakroicie już wcześniej - dacie radę i w 15 minut
#3 Jest ZDROWE - kurczak, ryż i duuużo warzyw, bez panierek itp. - czego chcieć więcej?
#4 Jest PYSZNE - i to nie tylko moja opinia - potwierdzają to wszyscy, którzy próbowali. A i dzieciakom bardzo smakuje - jeszcze żaden nie pluł w talerz ;p

Zachęcone? To do dzieła:
Potrzebne będą: pierś z kurczaka, czosnek, por, marchewka, pietruszka, seler, brokuł, ryż i przyprawy: sól, pieprz, curry, papryka słodka i ostra, sos sojowy, sos słodki chilli jeśli lubicie pikantne i trochę mąki ziemniaczanej.


Składniki kroimy: kurczaka w kawałki, warzywa w małe słupki, brokuła dzielimy na różyczki. Warzyw ma być mniej więcej tyle samo białych, zielonych i pomarańczowych :)
Przygotujcie dużą patelnię, a najlepiej brytfankę - łatwiej będzie mieszać.
Na odrobinie oleju zeszklijcie pokrojony por wraz z czosnkiem, zaraz dorzućcie kurczaka, oprószcie solą, pieprzem i przyprawcie (ja sypię 1 łyżeczkę curry, 0,5 łyżeczki słodkiej papryki i szczyptę ostrej) W międzyczasie wstawcie wodę na ryż (niby to już drugi garnek, ale tu ma się tylko ugotować ryż, więc liczy się jak pół)


Jak kurczak się podsmaży, wrzucacie wszystkie warzywa (ja w tym momencie solę je jeszcze trochę i dosypuję jeszcze małą łyżeczkę curry) Dodajecie trochę mąki ziemniaczanej (tak na sucho, ja wsypuję ok 3 łyżeczki), mieszacie i po chwili zalewacie wodą (u mnie ok. 600ml) Dodajecie łyżkę sosu sojowego i mieszacie od czasu do czasu. Jeśli "sos" robi się za gęsty - rozcieńczacie wodą, jeśli zbyt rzadki - odparowujecie lub dodajecie jeszcze odrobinę mąki ziemniaczanej) Można dodać trochę sosu chilli (ja dodaję, ale dopiero u mnie na talerzu, bo moje dziecko nie lubi aż tak pikantnego smaku)
 
Po paru minutach - gdy ryż już się ugotuje - możecie uznać danie za gotowe (warzywa mają być lekko chrupiące, nie papkowate) :D


Spróbujecie? Polecam!

wtorek, 27 stycznia 2015

Hasło na dziś #2

Witajcie!
Jak Wam mija kolejny zimowy dzień?
Ja energią nie powalam. Nie przepadam za zimową aurą i gdybym mogła, najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry. No ale mus to mus... Wstałam dziś rano i gdy zobaczyłam breję za oknem, natychmiast przeszła mi ochota na cokolwiek. Wiecie jak odzyskałam dobry humor? Obudziłam córkę do przedszkola, a ona tak strasznie zaczęła się cieszyć z tej przebrzydłej pogody, że aż podskakiwała z radości! Pomyślałam: czemu by nie? i postanowiłam, że zamiast narzekać na coś, na co kompletnie nie mam wpływu, postaram się z tego wykrzesać coś fajnego. Wyszłyśmy z domu 10 minut wcześniej i zdążyłyśmy jeszcze porzucać się trochę śnieżkami :)


 
 
A gdy wróciłam do domu, przy kubku gorącej herbaty podziwiałam pierwsze przebłyski wiosny w moim domu. Jest pięknie! Uwielbiam hiacynty!




Rozejrzyjcie się i też znajdźcie jakiś mały (albo lepiej duży) powód do radości!
Pozdrawiam Was ciepło!
Zuza.

piątek, 23 stycznia 2015

Rogacz w toalecie

Witajcie!
Kiedyś, przeglądając internet w poszukiwaniu inspiracji, natknęłam się na obraz, który bardzo mi się spodobał. Było to dawno, tak dawno, że nawet nie pamiętam dokładnie, gdzie go znalazłam. Faktem jest natomiast, że długi czas przeleżał zapomniany, gdzieś w "zakurzonych" katalogach mojego komputera.
W zeszłym tygodniu go odnalazłam!, wydrukowałam na ładnym papierze i umieściłam w ramie.
Przymierzałam w salonie, sypialni, na korytarzu, aż w końcu znalazł swoje miejsce - w toalecie!
Chwalę się więc oto moją nową dekoracją i przy okazji zapraszam do obejrzenia "kawałka" mojego domu - wybaczcie, że zaczynam od toalety - pozostałe pomieszczenia też pokażę w swoim czasie (gdy dojdę z nimi do ładu)

 

Pomieszczenie jest tak małe, że nie bardzo jest jak ustawić się z aparatem :)
Rogacz zawisł we wnęce nad toaletą, tuż obok kosz kupiony w promocji w Jysku za całe 15 zł (!)
Płytki w łazience - białe cegiełki vives mugat - jakżeby inaczej? A na podłodze mozaika vives, do której dłuuuugo musiałam przekonywać mojego męża, ale ogromnie się cieszę, że postawiłam na swoim, bo myślę, że to właśnie ona nadaje temu pomieszczeniu charakter :)


Teraz szukam jeszcze jakiejś małej grafiki na ścianę obok grzejnika, po przeciwnej stronie.
Może niedługo się pochwalę :)
Tymczasem pozdrawiam cieplutko!
Zuza.


piątek, 16 stycznia 2015

Lubię to! - EAMES & TOLIX

Dziś będzie o krzesłach, których nie mam :) A mieć bym chciała... i to bardzo!

Pierwsze z nich - Eames Plastic Chair. Genialne w swej prostocie! Zaprojektowane ponad pół wieku temu! przez małżeństwo projektantów, nadal zachwyca nowoczesną formą.
Do wyboru są różne opcje: siedzisko proste lub fotel, cztery rodzaje podstawy, multum kolorów - to krzesło odnajdzie się w każdym (no prawie) wnętrzu. Moje ulubione to (oczywiście) białe - w każdej postaci!
Spójrzcie tylko na te zdjęcia:

 
 
No i drugie wymarzone - również klasyki designu, stworzone we Francji przez Xaviera Paucharda krzesła TOLIX. Jak dla mnie - mega klimatyczne, Niby surowe, wydają się jednak takie... swojskie. Nawet nie wiem jak to określić - mam do nich słabość i już!
Tu również mamy super dużo kolorów do wyboru, można pokusić się też o wersję z podłokietnikami, hoker lub zwykły ("zwykły" ha ha!) stołek bez oparcia. wg mnie najfajniejsza jest podstawowa wersja - A.
 
 

Ciekawi mnie Wasza opinia na temat kupna tzw. "krzeseł inspirowanych". Akceptujecie? Potępiacie?
Ja wiem, że na oryginały raczej nie mogę sobie pozwolić, a krzesła te podobają mi się tak bardzo, że mam zamiar za jakiś czas sprawić sobie takie "jak najbardziej inspirowane" i siedzieć na nich bez najmniejszych wyrzutów sumienia! A co! (a gdzie krzesła te staną - o tym w najbliższych postach)


Pozdrawiam gorąco!!!

środa, 14 stycznia 2015

Wyzwanie

Witajcie!
Długo mnie nie było - nasz świąteczny wyjazd przeciągnął się aż do święta Trzech Króli, a po takim "urlopie" zdecydowanie potrzebowałam odpoczynku ;) Postaram się szybko nadrobić blogowe zaległości :)

Zastanawia mnie, czy robiłyście noworoczne postanowienia? Ja nie jestem fanką tego typu akcji - pamiętam, że kilka razy przysięgałam sobie od Nowego Roku ostro wziąć się za siebie (dieta, ćwiczenia i takie tam) i za każdym razem mój zapał znikał 1 stycznia przed południem, gdy okazywało się, że nie mam siły ruszyć nawet palcem, a zamiast sałaty mam ochotę pochłonąć w całości pizzę w rozmiarze XXL.
W tym roku jednak podeszłam do tematu nieco inaczej...
Przede wszystkim miałam dużo więcej czasu  na przemyślenia. W zeszłym roku (niestety!) stuknęła mi trzydziestka i tak jakoś się stało, że chcąc nie chcąc zrobiłam sobie małe podsumowanie i założenia na kolejne "kilka" lat - czas najwyższy w końcu się ogarnąć!
Wyzwanie, które właśnie podejmuję dotyczy przede wszystkim mnie samej - mam zamiar zmienić dość radykalnie swój sposób myślenia - chciałabym znaleźć w sobie odwagę, aby wyjść poza schemat, zacząć żyć w zgodzie ze sobą, przestać narzekać a zacząć działać! Zacząć robić rzeczy, które przynoszą mi radość i satysfakcję! Wiem, że nie będzie łatwo, biorąc pod uwagę moje skłonności do popadania w melancholię/histerię/czarnowidztwo (!) Daję sobie czas i mam nadzieję, że za rok będę już troszkę na innym etapie.
To ma być MÓJ ROK! Trzymajcie kciuki!



Pozdrawiam gorąco!